Zamykanie porodówek. Wiceminister: „Stop dezinformacji, kobiety nie będą rodzić na SOR”.

Dodano:
Wiceminister Maciejewski: Kobiety nie będą rodzić na SOR Źródło: Archiwum prywatne
Porodówkę będzie można zamknąć tylko pod warunkiem zapewnienia bezpiecznego transportu do oddziału w innym szpitalu. W miejsce likwidowanej porodówki ma powstać „sala narodzin”. – Stop dezinformacji, kobiety nie będą rodzić na SOR – mówi wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski.

– 26 oddziałów położniczych zamknęło się w 2025 roku. Oddziały położnicze zamykają się nie od dziś, jest to spowodowane zmianami demograficznymi i tym, że coraz mniej dzieci rodzi się w Polsce – mówił wiceminister Tomasz Maciejewski na specjalnie zorganizowanej w Ministerstwie Zdrowia konferencji prasowej na temat opieki okołoporodowej.

W większości przypadków zamykane oddziału położnicze przekształcają się w oddziały ginekologii.

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia, który ma spowodować, że – jeśli będą zamykać się kolejne oddziały położnicze – będzie się to odbywać w sposób planowy, a przede wszystkim zapewniający bezpieczeństwo kobietom.

Z roku na rok coraz mniej porodów w Polsce

W Polsce od wielu lat utrzymuje się spadek liczby urodzeń dzieci. Stąd wynika to, że zamykane są kolejne oddziały położnicze.

– Żeby zapewnić bezpieczeństwo rodzącym kobietom w oddziale położniczym powinno odbywać się ok. 1000 porodów rocznie – mówił wiceminister Maciejewski.

Mała liczba porodów oznacza mniejsze bezpieczeństwo rodzącej

– Nie można zapewnić odpowiedniego bezpieczeństwa w okresie okołoporodowym w miejscu, gdzie poród jest wydarzeniem incydentalnym. A są w Polsce oddziały, w których odbywa się mniej niż 300 porodów rocznie. Nie da się w takim miejscu zapewnić odpowiedniego poziomu opieki i bezpieczeństwa– dodawał prof. Mirosław Wielgoś, krajowy konsultant w dziedzinie perinatologii.

Utrzymywanie oddziałów, w których odbywa się niewiele porodów, jest też nieopłacalne dla szpitala.

– To zupełnie inna sytuacja, gdy mamy kilka porodów dziennie, a inna, gdy jest to jeden poród na tydzień, a przecież w oddziale musi być odpowiedni zasób personelu medycznego utrzymywanego w gotowości, łącznie z blokiem operacyjnym. A to kosztuje – mówiła wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Powstaną pokoje narodzin

Ministerstwo chce, by od 2026 roku uporządkować sprawę zamykania oddziałów porodowych. Będzie to się mogło odbywać tylko w sposób planowy – po uzgodnieniu z samorządem i konsultantem wojewódzkim z zakresu ginekologii i położnictwa. Przede wszystkim jednak najważniejsze będzie zapewnienie bezpieczeństwa kobietom rodzącym.

– Wokół planowanych zmian narosło wiele nieporozumień. Stop dezinformacji: kobiety nie będą rodziły na SOR-ach, tylko w szpitalach, gdzie są oddziały położnicze. W szpitalu, w którym będzie zlikwidowana porodówka, chcemy, by został utworzony „pokój narodzin”, wyposażony dokładnie tak jak sala porodowa.

W przypadku, gdy poród jest już tak zaawansowany, że nie będzie szans, by kobieta dojechała na oddział położniczy, wykwalifikowana położna będzie mogła odebrać poród w sali narodzin. Sala narodzin to jednak nie będzie miejsce, w którym mają się odbywać planowe porody fizjologiczne. To będzie miejsce, gdzie poród będzie mógł odbyć się incydentalnie. Może to być kilka przypadków rocznie – szacował wiceminister Maciejewski.

– To nie Ministerstwo Zdrowia zamyka oddziały położnicze, one zamykają się na skutek sytuacji demograficznej i ekonomicznej, w związku ze spadającą liczbę porodów. Konsultanci wojewódzcy wraz ze mną przedstawili projekt, jak zabezpieczyć te regiony, w których dochodzi do zamknięcia oddziałów – zapewniała prof. Ewa Wender-Ożegowska, krajowa konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

– Jeśli kobieta w ciąży fizjologicznej, nie będzie mogła dojechać do oddziału położniczego, a dojedzie do szpitala i będzie miała objawy rozpoczynającego się porodu, to położna ją zbada i oceni, czy jest to pacjentka, która zdąży dojechać do pobliskiego szpitala własnym transportem. Jeśli nie, to albo sama odbierze poród, albo będzie na miejscu dostępna karetka, która zawiezie kobietę do pobliskiego szpitala– wyjaśniała prof. Wender-Ożegowska.

Szpital, który zamknie porodówkę, ale zapewni kobietom rodzącym takie bezpieczeństwo, ma nie stracić kontraktu położniczego z NFZ.

Kobiety wybierają dobre oddziały

Zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak konsultanci medyczni zapewniają, że najważniejsze w planowanych zmianach, jest zapewnienie bezpieczeństwa kobietom.

– Dobrze, że wreszcie ktoś się za to wziął, bo zamykanie oddziałów porodowych to nie jest coś, co dzieje się od wczoraj, to trwa od wielu lat: oddziały, które nie mają porodów, nie są wybierane przez pacjentki. Dlatego są zamykane. Chcemy, żeby to się odbywało w sposób planowy i chwała tym, którzy nie boją się podejmować decyzji – mówił prof. Wielgoś.

Oddziały porodowe cieszące się dobrą opinią, są chętnie wybierane przez kobiety. – Przykładem jest nasz szpital w Kartuzach. W województwie pomorskim od 2022 roku zamknęło się 6 porodówek, a 2025 roku zamknął się także oddział prywatny tylko dlatego, że jakość porodów w publicznych szpitalach zbliżyła się do tego, co oferowała prywatna ochrona zdrowia.

W naszym szpitalu co roku odbywa się ok. 2 tys. porodów. To nie są tylko kobiety z naszego powiatu. Przyjeżdżają do nas specjalnie: ok. 40 proc. rodzących u nas kobiet to kobiety spoza powiatu kartuskiego. Okoliczne powiaty są oddalone o 40-50 km, a więc kobiety nie wybierają oddziału do rodzenia na podstawie odległości. Głównym kryterium jest jakość i bezpieczeństwo – mówił Paweł Witkowski, prezes Powiatowego Centrum Zdrowia w Kartuzach.

Jak zaznaczył wiceminister Tomasz Maciejewski, rozporządzenie dopuszczające poród w pokojach narodzin w tych szpitalach, gdzie nie ma oddziału położniczo-ginekologicznego, obecnie znajduje się na finiszu prac legislacyjnych i prawdopodobnie pojawi się jeszcze w tym tygodniu.

Źródło: NewsMed
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...